Forum Forum dyskusyjne ZGRYZ Strona Główna Forum dyskusyjne ZGRYZ
Serwis techników dentystycznych i protetyków
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
20- lecie FMdental Party, Krakdent 2015

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum dyskusyjne ZGRYZ Strona Główna -> Party zone
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
miczman
Site Admin


Dołączył: 05 Paź 2003
Posty: 1252
Skąd: wawa

PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 12:53 pm    Temat postu: 20- lecie FMdental Party, Krakdent 2015 Odpowiedz z cytatem

Chyba wypada napisać kilka słów relacji z kolejnej edycji wydarzenia, które opisywałem dokładnie rok temu. Myślę, że jest to ciekawe ocenić dwie podobne imprezy i zobaczyć jak zmienia się spojrzenie na nie i czy one same ewoluują w dobrym kierunku, zatem...

Rok temu, w ramach targów Krakdent, firma FM Feć zorganizowała fajne spotkanie branżowe o którym pisze kilka postów niżej. O ile wtedy był to po prostu targowy event w tym roku okazją było nie byle jakie wydarzenie bo 20- lecie istnienia firmy na rynku, zatem i ranga spotkania jak i zapewnienia organizatorów były na odpowiednio wyższym poziomie. Ale zanim o tym, dwa słowa o samych targach . Znowu dwa, bo więcej naprawdę nie ma potrzeby. Targi krakowskie zmieniły siedzibę na nową funkcjonalną podwójną halę z zapleczem kongresowo - gastronomicznym. I to jest jedyna informacja godna odnotowania. Resztę mógłbym spokojnie przepisać z poprzednich relacji akcentując jak mantrę : mało techników odwiedzających, mało firm protetycznych , brak ciekawych wydarzeń powiązanych z targami dla uczestników; jednym słowem „dupa jest blada” i chwilowo taką pozostaje. Zatem jeżeli ktoś, podobnie jak autor relacji, widzi sens w rekreacyjno- socjologicznym podróżowaniu na te targi to jest to poniekąd uzasadnione, natomiast traktowanie wydarzenia z należytą powagą zawodową wzbudza już wątpliwości. Zresztą jaki jest stosunek wielu techników do tej imprezy niech świadczy o tym ich frekwencja na nartach, nurkowaniach i innych formach ciekawego spędzania czasu w okresie trwania targów.

W poprzednim roku powiedziałem, że jeżeli firma FM ponownie zorganizuje swój wieczór to nawet tylko specjalnie na niego przyjadę na targi. Słowo się rzekło i przyznaję był moment gdy myślałem, że honor i dotrzymywanie słowa to furda i głupota w tych czasach, ale liczy się całość jako sztuka.

Tegoroczna jubileuszowa edycja odbyła się tak samo w klubie muzycznym Fort Kleparz , który powtórzę się, jest idealnym miejscem na taka imprezę pod kątem zaplecza i warunków. Jednak w tym roku program imprezy został poszerzony o kilka punków i atrakcji. Przede wszystkim gwiazda wieczoru Jennifer Batten i jej zespół w skład którego wchodzi min. basista Stew Hamm, grupa 4 szmery grając nieśmiertelne covery AC/DC, wreszcie własny zespół w którym gra na garach sam jubilat czyli Evening Standard z bluesowo-hardrockowym repertuarem. Do tego atrakcje poza muzyczne w rodzaju burleskowego semi- streaptease'u Pin-up Candy oraz popisy zawodnika z pointerami laserowym w rękawiczce ( ponoć gwiazdy jakiegoś tam talent show). Całość uzupełniała mieszana grupa atrakcyjnych fordancerów w obcisłych krótkich spodenkach* i białych kapeluszach niezmordowanie gibiąca się do wszelkich dźwięków i zagrzewająca do zabawy pozostałych uczestników. O torcie wielkości fotel dentystycznego nie będę wspominał.

Zanim przejdę do sedna wspomnę, że gośćmi byli klienci i sympatycy firmy czyli w większości lekarze stomatolodzy, pracownicy firm kooperujących, ludzie z ogólnej branży dentystycznej oraz wszyscy miłośnicy dobrego grania ( w tym autor) którzy po prostu zdobyli w odpowiednim czasie zaproszenie. Nie wiem ile było w sumie osób ale w pewnym momencie zrobiło się nieprzyjemnie ciasno jak na warunki klubowe i to nie tylko z powodu frekwencji. Trzeba punktować to, co było złe i niefajne, więc powiem: podzielenie gości na vip i resztę hołoty jest zrozumiałe i nie budzi zdziwienia, jednak już pozostawienie do dyspozycji wspomnianej delikatnie "mniej wartościowej grupy klientów" ale za to wiele liczniejszej, JEDNEGO baru , w którym trzeba było odstać pół godziny do koryta to już wstyd i sromota. I nie myślcie szanowni organizatorzy, że nikt tego nie wspomni i nie zapamięta. Komentarze w kolejce były mało wyszukane a jak wiemy „jeden niezadowolony a do tego spragniony klient powie 10 innym ...” aby dopełnić czarę krytyki wspomnę, że catering był nie na poziomie jakościowym i ilościowym dla tej imprezy jak i jej ceny a wiele osób jak widziałem i czułem łokciami przyszło bez kolacji. I gdybym był nastawiony na taki charakter spotkania wypadałoby teraz, po rzuceniu kilku qrew, zakończyć tę relację. Ale to "... nie tak panowie, nie tak ..." jak śpiewał Shaki'n dudy.



Muzycznie wieczór otworzył Evening Standard. I dobrze się stało, bo reszta programu mogła wypaść tylko lepiej. Wiem, że krytyka łosi i lajkoników „drze po cycach” prawdziwego artystę bo tamci się nie znają i nie cenią sztuki. Ale sam czasem kleję nuty i w pewnym momencie pomyślałem, że infekcja ucha jeszcze mi trochę trzyma bo słyszę złe dźwięki, babole i pomyłki a do tego bełkot wokalny i generalne olewactwo na proporcjonalnie do wysokości rangi imprezy poziomie. Zatem by nie kaleczyć sobie nerwów i podbudowany tym, że nie tylko moja kapela ma patent na kichę muzyczną udałem się niezwłocznie do baru. Tam, jak już pisałem wcześniej, na skutek rażących błędów organizacyjnych przeżyłem kryzys i tylko towarzystwo miłych mi osób i ciekawa konwersacja uczyniły tę część wieczoru znośną. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest fakt, że podczas oczekiwania na browca z moją muzycznie zaangażowaną przyjaciółką, nie omieszkaliśmy obrzucić szyderą kapeli, która pociła się na scenie ( bo muzyków nalazło się tylu, że się na niej nie mieścili i wiosłami się trącali) co spowodowało, że dwie leciwe dentystki przed nami w kolejce przysłuchujące się naszej rozmowie, jęły dociekać czy to na pewno ta sama kapela co ją słyszały w tamtym roku … tak więc panowie muzycy: to nie jest tak że wszystko leci w niepamięć słuchaczy....he, he...

Aha, i jeszcze jedno. Czasami dobry artysta spłodzi jeden - jedyny hicior i potem każda domorosła niespełniona wokalistka bierze go na warsztat jako cover. Niech ta panienka, co z wami próbowała dawać dźwięki paszczą nie bierze się za numery poza jej zasięgiem. Szczególnie Alanę Miles....plisss.

Gwiazda wieczoru pojawiła się niespodziewanie pod koniec setu supportującej kapeli i zaproszona zgodziła się wykonać kawałek Rollig Stonesów z całym zziajanym składem. Jak wyszło tak wyszło, dajmy sobie spokój, odniosłem wrażenie że wszyscy czują się trochę zagubieni i nieswojo.
Ale wielki szacun ,że była to dana okazja jubilatowi zagrać z tak uznanym muzykiem. Gwieździe solówka nie płynęła swobodnie, co przynajmniej spowodowało, że Jerzy Styczyński z grupy Dżem goszczący na scenie, uznał pokazać, że i nasi godnie przebierają paluchami po drutach w małej bitwie gitar solowych – miło było posłuchać. Nie znam solowego dorobku Batten ale po tym kawałku nie spodziewałem się tego co nastąpiło przez następne dwie godziny.

A nastąpiły dwie godziny zajebistej męskiej muzy gitarowej, granej z jajami przez babkę wyglądającą z pozoru na specjalistkę endodoncji drugiego stopnia. Dwie, pieprzone godziny, kawałków w szybkich tempach z pogranicza gitarowej ekwilibrystyki mistrzów gatunki jak Satriani czy Vai u których zaproszeni goście ze składu jak i sama Batten wycierali stage. Zresztą nie tylko bo solówka w „Dirty Diana” M.Jacksona to dzieło tej babki. Te kawałki były przeplatane wyrafinowanymi technicznie i rytmicznie połamańcami, głównie wychodzącymi spod pióra basisty Hamm'a ale trafiło się i kilka ambitnych standardów. Ponadto każdy z muzyków zaprezentował swój kunszt w solowej partii , poczynając o basowej wyprawy w nastrojowe, niemal poetyckie klimaty zaserwowane przez Hamma , przez typowy popis wysokich lotów precyzyjnego i klasycznie do bólu sesyjnego bębniarza rodem z Włoch ( sorry nazwiska pałkera nie zapamiętałem) , który zastąpił w ostatniej chwili jednego z gości oraz popisem drugiego gitarzysty , również Włocha, który oprócz naprawdę godnego wspierania gwiazdy odpierdzielił na gryfie gitary klasycznej kawałek, jakich wielu wioślarzy nie pociągnie w swym szczycie kariery.

Sama Batten i jej gitara brzmią naprawdę nieziemsko a największa frajda i przyjemność to słuchać jak artyści po prostu bawią się swoim kunsztem. Po wspomnianym wrażeniu niepewności z pierwszego gościnnego kawałka nie zostało nic. Ze swoimi ludźmi, sprzętem i setlistą Batten grała swobodnie i niemal luzacko, robiąc wrażenie, że naprawdę z kawałka na kawałek dobrze się bawi a nie odwala małą chałturę. Zresztą cały skład i jego występ od pierwszych nut dawał pewność ,że mamy do czynienia z wysokiej klasy zawodowcami którzy nie dają gorszych performanców bo po prostu tak grają na co dzień. A dowodem na to było chociażby wariacja na temat „Smells like tenn spirit” Nirvany, grana jak kilka kawałków na syntezatorze gitarowym z takim precyzją i kopem, że banan sam się robił dookoła głowy....

Więcej nie napisze bo po co...to trzeba było zobaczyć i posłuchać. Po Batten, już grubo po północy, weszli panowie z 4szmery ale ponieważ wokalista dawał dupska na rozgrzewce nie dałem mu drugiej szansy i olałem ten występ w barze. Dźwięki dochodzące z telebimu przekonywały mnie ,że wszystko co najlepsze już widziałem.

Powiem tak, bardzo się cieszę z tego wieczoru bo wytrawny kawałek sztuki podany elegancko zagłuszy wszystkie inne pomniejsze doznania i się o nich nie pamięta a koncert Batten i jej zawodników wspomnę jeszcze nie raz a przede wszystkim sięgnę po jej i ich twórczość. Wielki szacun dla Wojtka Fecia za to, że promuje gatunki i style muzyczne które są nie zawsze popularne ( mógł wszak zaprosić zespół disco polowy i więcej mocno narąbanych dentystów ruszyło by w tany) mógł zrobić z tego wydarzenia bardziej plebejskie widowisko – co przyznam, miało już swój mały epizod w jarmarcznych występach pseudo-burleski i gostka z pointerami na poziomie klubów techno z czołowych remiz strażackich. Zamiast tego zaprosił wysokich lotów artystkę , chcę wierzyć że po części dla siebie bo taką sztukę ceni i szanuje a że nie wszyscy ja ogarniają ...cóż, i dobrze.

Dlatego z pewnym zaskoczeniem powiedziałem sobie, "...kurcze, jak znowu za rok coś zmontują to chociażby dla tego wydarzenia ruszę swoje dupsko do Krakowa..."

micz

* obcisłe spodenki kryjące kształty cheerleaderek z tego zespołu, były jak balsam na oczy zmasakrowane cellulitem, odrostami i zwisającym bębnem pin-up candy żenadzie.









_________________
www.zgryz.com - forum techników, kontakt w sprawie reklamy oraz administracji: zgryz@zgryz.com

ZGRYZ jest już na Facebook. Też. Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email OdwiedĽ stronę autora Adres AIM
miczman
Site Admin


Dołączył: 05 Paź 2003
Posty: 1252
Skąd: wawa

PostWysłany: Sob Kwi 04, 2015 11:52 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

fajny filmik oddający nastrój imprezy znajdziecie tutaj:


https://www.facebook.com/fmdentalPL?fref=ts

m.
_________________
www.zgryz.com - forum techników, kontakt w sprawie reklamy oraz administracji: zgryz@zgryz.com

ZGRYZ jest już na Facebook. Też. Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email OdwiedĽ stronę autora Adres AIM
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum dyskusyjne ZGRYZ Strona Główna -> Party zone Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group